Przedsiębiorca w mediach społecznościowych

Wielu przedsiębiorców wykorzystuje media społecznościowe do komunikacji ze swoimi klientami oraz kontrahentami. Taki jest obecnie trend i dobrze, że małe firmy wykorzystują potencjał tego kanału komunikacji.

 

Poprzez media społecznościowe można dotrzeć do wielu osób. Poza ofertą handlową mogą się tam znaleźć opinie o naszej firmie lub jej produktach, aktualności, ważne wydarzenia. Można pisać o sukcesach własnej firmy, można pochwalić się osiągnięciami.

 

Wielu przedsiębiorców przekazuje tą drogą wiedzę, nie tylko na temat samego produktu, ale również jego szeroko rozumianych zastosowań, czy na temat rynku. Prowadzą swoistą edukację. Jest to działanie jak najbardziej odpowiadające potrzebom współczesnego biznesu. Klient nie poszukuje wiedzy od handlowca ani od firmy, szuka jej w Internecie.

 

Niestety wielu spośród małych przedsiębiorców wykorzystuje media społecznościowe w sposób nieświadomy, niewłaściwy lub nieprofesjonalny. Fakt, że coraz więcej ludzi czerpie informacje z mediów społecznościowych i wyrabia sobie opinię o firmie, jej właścicielu i produktach jest błogosławieństwem i przekleństwem obecnych czasów.

 

Poniżej opisuję najczęściej popełniane błędy w profesjonalnej komunikacji biznesowej w mediach społecznościowych.

 

Pierwszy grzech główny:

Mieszanie spraw „firmowych” i prywatnych. To niestety nagminny problem małych firm dotyczący nie tylko mediów społecznościowych. W mediach społecznościowych mało kto jest anonimowy, chociaż niektórym się wydaje, że tak jest. Powiedzmy, że Jan Kowalski jest właścicielem JKInvest i obwieścił to radosnym wpisem na swoim profilu, a na dodatek zaprosił wszystkich znajomych do polubienia tego wydarzenia. Niestety ma to pewne konsekwencje. Jego profil „prywatny” już nie jest prywatny.

Najczęściej popełniane błędy mieszania prywatnego i firmowego to:

  1. Prowadzenie wspólnego profilu prywatno-firmowego. Jan Kowalski obwieszcza, że właśnie zjadł świetnego schabowego w karczmie leśnej, a po chwili pisze o nowej usłudze doradczej, czy zamieszcza opinię zadowolonego klienta. Czy na pewno duma ze świadectwa syna jest osiągnięciem o jakim powinni wiedzieć klienci firmy JKInvest?
  2. Zapraszanie tych samych „znajomych” i do profilu prywatnego i firmowego. Efekt podobny do powyższego. Klienci pana Kowalskiego nie tylko dowiadują się, że zjadł kotleta, ale również z kim i jaki kolor lakieru na paznokciach miała jego żona, bo zamieściła zdjęcie swoich stóp w japonkach i oznaczyła na nim męża (do czego, oczywiście miała prawo). Mało tego, może się zdarzyć, że klienci Jana Kowalskiego dowiedzą się co się wydarzyło u ich sąsiadów na ostatnim grillu.
  3. Zamieszczanie komentarzy o charakterze prywatnym i osobistym lub na profilach „prywatnych” znajomych z profilu firmowego JK Invest. Bo się tak „wcisnęło”, bo Jan nie spojrzał z jakiej osi czasu poszło, bo to takie fajne i ciekawe co miał do napisania. Niestety nie każdy komentarz może lub powinien być czytany przez klientów i kontrahentów. Nie zawsze dobrze sprawdza się rola sympatycznego kolegi z sąsiedztwa, a już z pewnością prowadząc działalność doradczą w przypadku pana Kowalskiego.
  4. Dublowanie komunikatów z konta firmowego i prywatnego. Co wchodzi na oś czasu Jana Kowalskiego wchodzi również na oś czasu JKInvest. Janie, drogi Kowalski, warto się zastanowić, co prywatne, a co firmowe. I tak jak można pokusić się o zamieszczanie na koncie prywatnym treści firmowych, tak odwrotnie jest to nie do przyjęcia.

 

Umówmy się, że wyżej opisane działania są jak najbardziej dozwolone, jeżeli jest się celebrytą i żyje się z tego, żeby być popularnym. Jeżeli nasi „Znajomi” na Facebooku, czy Instagramie są w przerażającej większości osobami, których nigdy w życiu nie spotkaliśmy. Działalność biznesowa celebryty polega na sprzedawaniu swojego wizerunku, na zamieszczaniu informacji o tym, gdzie, z kim i jakiego kotleta się zjadło. Jednak kiedy prowadzimy działalność, na przykład doradcy podatkowego, to należałoby uważać z mieszaniem prywaty i spraw firmowych w mediach społecznościowych albo jeszcze lepiej założyć profil prywatny o innej nazwie niż firmowy i używać do komunikacji z przyjaciółmi i kolegami, a profil firmowy pozostawić do komunikacji z klientami i kontrahentami. Każdy z tych dwóch profili wymaga innego typu komunikatów, zdjęć, linków itp.

 

Grzech drugi:

 

Niedostosowanie przekazu do rodzaju medium. Tutaj typowymi i skrajnymi przykładami są Facebook i Linkedin. Innego typu treści powinny znajdować się na Facebooku, a inne na Linkedin. Niestety często zdarza się, że ktoś traktuje Linkedin jak Facebook i zamieszcza tam wpisy, komentarze, czy linkuje stron nie mające charakteru biznesowego i profesjonalnego. Pozwala sobie na osobiste uwagi lub „milusie” zdjęcia. W skrajnych przypadkach zdarzają się nawet zdjęcia dzieci i ukochanym zwierzaczków czy fotki z wakacji. Z drugiej strony szukanie pracy i zamieszczanie ogłoszeń rekrutacyjnych na Facebooku raczej razi, niż zwraca uwagę profesjonalnych head hunterów czy specjalistów od rekrutacji. Tym bardziej, że szukający pracy naraża się na komentarze zatroskanych znajomych typu: „Biedaczek L znowu bez pracy” albo „Nie wyszło ci z tą firmą? Szkoda L Trzymam kciuki! Do trzech razy sztuka!”.

 

Grzech trzeci:

 

„Spamowanie” i zasypywanie innych użytkowników danego portalu/medium mnóstwem niepotrzebnych informacji. Na zasadzie, im mnie więcej tym mnie bardziej lubią, a jak lubią, to jestem świetnym biznesmenem. No niestety to tak nie działa. Zbyt częste „atakowanie” klientów swoimi odkrywczymi uwagami, wpisami, zdjęciami niestety nie przyniesie spodziewanego efektu, no chyba, że chcemy zostać wyrzucenie z listy znajomych lub zablokowani przez innych, obecnych lub potencjalnych klientów.

 

Grzech czwarty:

 

Komentowanie, lajkowanie, wpisy na profilach, osiach czasu, itp. innych osób o charakterze kontrowersyjnym, zbyt emocjonalne, odnoszące się do spraw intymnych, wstydliwych, do wartości innych osób, itp. Oczywiście, że każdy ma prawo do wyrażania własnego zdania, tylko jeszcze raz przypominam, że jeżeli prowadzimy wspólny profil dla prywaty i firmy lub firmujemy swoim nazwiskiem działalność przedsiębiorstwa, to tego typu wpisy rażą, zniechęcają lub mogą wręcz zaważyć na marce firmy. Nikt nie jest anonimowy i nie mamy wpływu na to co dzieje się z naszymi wpisami, kto je ostatecznie zobaczy, kto udostępni i jakim komentarzem wzbogaci.

 

Grzech piąty i zasadniczy:

 

Nieświadome lub nieprzemyślane budowanie wizerunku, a przede wszystkim brak świadomości jak wizerunek tworzony w mediach społecznościowych może przełożyć się lub wręcz przekłada na biznes. Większość przedsiębiorców aktywnych w mediach społecznościowych myśli o pozytywnym wydźwięku swoich komunikatów. Myśli o tym, że jak będzie wiele lajków, udostępnień itp., to bezpośrednio to się przełoży na sprzedaż i zyski i po części mają rację. Duże firmy też wychodzą z tego założenia, dlatego też są obecne w mediach społecznościowych. Duże firmy podchodzą do tego w sposób strategiczny i zaplanowany. Decyzje o czym, kiedy i jak komunikować są decyzjami strategicznymi. Wiedzą co buduje właściwy wizerunek, a czego warto unikać. Ich działalność w mediach jest spójna z innymi strategiami firmy. Nic nie jest przypadkiem. Ponadto analizują co dzieje się z każdym wpisem, analizują kto i jak reaguje, sprawdzają, jak to naprawdę działa i czy ma zamierzony efekt.  Oczywiście, że mały przedsiębiorca nie posiada wykwalifikowanej kadry, która by to robiła. Nie ma czasu na ciągłe kontrolowanie tego co dzieje się w mediach. W związku z tym najczęściej zagląda tam od czasu do czasu i reaguje „na żywo” na treści tam zamieszczone albo na pomysły jakie pojawią się w jego głowie.

Każde z powyżej wymienionych błędów nie będą grzechami, jeżeli są częścią dobrze opracowanej, przemyślanej i zaplanowanej strategii budowania marki firmy i wizerunku przedsiębiorcy. Obawiam się, że tak jest jedynie w nielicznych przypadkach.

 

Klienci i kontrahenci szukający informacji o danym przedsiębiorcy lub przedsiębiorstwie w mediach społecznościowych potrafią wiele znaleźć i do wielu treści się „dokopać”. Jeżeli szukają o kimś informacji (na przykład z kim podjąć współpracę lub nie), potrafią zajrzeć wszędzie, nawet do komentarzy pod profilem kumpla przedsiębiorcy, czy do profilu jego żony, jeżeli on sam, przedsiębiorca do tego dopuści.

 

Prowadzić komunikację w mediach społecznościowych należy w sposób świadomy, przemyślany. Zanim klikniemy „udostępnij”, „wyślij”, „oznacz”, itp. to zastanówmy się po co to robimy? Jak nasz klient i kontrahent, może dany komunikat odczytać? Jak zareaguje na zdjęcie? Czy na pewno jest to zgodne z naszą wizją własnego wizerunku? Czy pomoże nam to w budowaniu marki, czy nie?

 

Od czasu do czasu również warto sprawdzić co się dzieje z naszym komunikatem, jaki efekt otrzymaliśmy i to nie tylko w ilości lajków, ale również w konkretnych zamówieniach. Warto poszukać informacji zwrotnej w mediach społecznościowych, nie tylko tej wyrażonej wprost, a potem się nad nią pochylić, zastanowić i skorygować swoją strategię budowania marki firmy w mediach.

 

Komunikat w mediach społecznościowych żyje własnym życiem. Może trafić do różnych osób i zostać bardzo różnie odczytany i zinterpretowany. Wykorzystujmy to! To świetne narzędzie i jak widać na przykładzie celebrytów czy polityków, doskonale pomaga w budowaniu marki. Wykorzystujmy w sposób świadomy media społecznościowe w sposób profesjonalny do budowania siły własnego biznesu.

 

Powodzenia,

Kasia